Wilczewski: nie wrócę do boksu

Wilczewski: nie wrócę do boksu

Były bokserski mistrz Europy Piotr Wilczewski w roli zawodnika na ring już nie wróci. Ale trzej jego podopieczni 4 marca wystąpią w Dzierżoniowie. Dla niego to szczególna data, bowiem w 2011 roku właśnie tego dnia odniósł największy sukces w karierze.
„Jechałem do Helsinek na pożarcie, bowiem rywalem w walce o wakujący tytuł mistrza Europy w kategorii super średniej był Fin Amin Asikainen. Słyszałem, że nie mam najmniejszych szansa na zwycięstwo, a tymczasem to ja wróciłem z pasem. 4 marca 2011 roku udowodniłem wielu osobom, że jednak coś potrafię, a przy odrobinie szczęścia mogłem osiągnąć jeszcze więcej” – stwierdził 38-letni Wilczewski, który obecnie pracuje jako szkoleniowiec zawodników grupy Tymex Boxing Promotion.
W obronie pasa Polak był bliski sprawienia kolejnej niespodzianki, bowiem w Liverpoolu przegrał dwa do remisu z angielskim zawodnikiem Jamesem DeGalem, dziś mistrzem świata.
„Gdyby ta potyczka odbyła się w Polsce, to prawdopodobnie sędzia moją rękę by uniósł do góry. Generalnie ze swojej kariery jestem zadowolony, a paradoksalnie wiele dały mi trzy przegrane, ze wspomnianym DeGalem oraz Curtisem Stevensem i Arthurem Abrahamem. Wszyscy byli lub są w światowej czołówce. Najwięcej zyskałem na tej pierwszej przegranej – ze Stevensem w USA w 2009 roku. To było lepsze doświadczenie, niż 20 wcześniejszych wygranych. Wtedy poczułem, że jestem gotowy na poważne boksowania, bez względu na to kto stanie w drugim narożniku” – dodał.
Od kilku lat Wilczewski pracuje jako trener w Dzierżoniowie. 4 marca na gali „BudWeld Boxing Night: Noc prawdy”, organizowanej przez Mariusza Grabowskiego i Andrzeja Gmitruka, wystąpi trzech jego bokserów: Adam Balski (waga junior ciężka), Michał Leśniak (półśrednia) i Michał Żeromiński (półśrednia). W walce wieczoru trenowany przez Gmitruka Mateusz Masternak spotka się z Rosjaninem Aleksandrem Kubiczem.
„Wszyscy trzej łączą treningi z pracą zawodową, dlatego czasem brakuje sił na wieczornych zajęciach, czasem nie boksują na 100 proc. możliwości. Ogromny potencjał ma Balski, ale spokojnie poczekajmy na jego rozwój. Jest bardzo dobrze prowadzony przez Mariusza Grabowskiego i może wiele osiągnąć w tym sporcie. Leśniak miewa przebłyski formy, zaś największe doświadczenie ma Żeromiński, pochodzący z rodziny pięściarskiej. Boks ma we krwi i to widać w jego ruchach” – ocenił Wilczewski.
Jeszcze w ubiegłym roku, mimo czteroletniego rozbratu z boksem, Wilczewski zastanawiał się nad powrotem na ring. Dostał nawet konkretną propozycję boksowania w Polsce. Ostatecznie nic z tego jednak nie wyszło.
„Przygotowania kosztowały mnie i sporo zdrowia, i pieniędzy. Dziś już wiem, że kolejnej próby nie podejmę i pozostanę przy boksie, ale tylko jako szkoleniowiec. Za chwilę gala w Dzierżoniowie, potem wyjeżdżam z Mariuszem Wachem do Niemiec. Mam tutaj co robić, do tego mam okazję współpracować z takimi ludźmi jak promotor Grabowski czy trener Jakub Chycki” – podkreślił.

źródło: sport.tv.pl