WBC obiecywała złote góry

WBC obiecywała złote góry

„Federacja WBC obiecywała złote góry, a skończyło się na niczym. Wracam do boksu nie po wielkie pieniądze, bo nieźle zarabiam w firmie meblarskiej, ale by realizować marzenia sportowe” – powiedział PAP były międzynarodowy mistrz Polski w wadze półśredniej Łukasz Maciec.
Na przełomie 2015 i 2016 roku jedna z największych organizacji pięściarskich na świecie World Boxing Council ogłosiła, że organizuje turniej „The Jose Sulaiman Cup”. Pomysłodawcą był jej prezydent Jose Sulaiman, a udział miało wziąć ośmiu bokserów kategorii super średniej, w tym Maciec.
„Zwycięzca turnieju miał zostać mistrzem świata WBC, przy okazji inkasując gwarantowane 350 tysięcy dolarów. Dla mnie to majątek. Na przygotowania do walki ćwierćfinałowej z Domonique Doltonem miałem dostać 50 tysięcy, a później 100 i 200 tysięcy za ewentualny półfinał i finał. Rywale byli w moim zasięgu, ale nigdy nie dowiedzieliśmy się, dlaczego federacja WBC wycofała się z projektu” – stwierdził lublinianin.
28-letni Maciec (rekord 23-3-1) dwie ostatnie walki stoczył w Stanach Zjednoczonych, po jednej w 2015 i 2016 roku. Od dwóch lat ani razu nie pojawił się w ringu. 24 marca wystąpi w barwach Tymex Boxing Promotion na gali „Próba Ognia” w Dzierżoniowie, a jego przeciwnikiem będzie Sebastian Skrzypczyński (12-16-2).
„Żałuje, że pierwsza życiowa szansa przeszła mi koło nosa. Wraz z trenerem Władysławem Maciejewskim byliśmy już w Ameryce, doleciał do nas kolejny szkoleniowiec Fiodor Łapin, ale jedna z walk została odwołana. Tak to wtedy wyglądało ze strony World Boxing Council” – dodał zawodnik notowany wówczas na 15. miejscu na liście WBC; wygrał m.in. z Amerykaninem Lanardo Tynerem.
Od dwóch lat Maciec nie boksował, ale nie przerwał treningów. „Regularnie pojawiałem się na sali treningowej, z tym, że motywacja była niewielka, gdyż brakowało konkretów. Cały czas jednak wierzyłem, że powrócę do zawodowego boksu” – przyznał.
W między czasie Maciec poszedł do pracy, a konkretnie wraz z wspólnikiem otworzył firmę „Esencja Meble”. „Pracując na własny rachunek mam ten komfort, że mogę dopasować sobie godziny zajęć treningowych. Federacja WBC obiecywała złote góry, a skończyło się na niczym. Wracam do boksu nie po wielkie pieniądze, bo nieźle zarabiam w firmie meblarskiej, ale by realizować marzenia sportowe. Chcę walczyć z dobrymi rywalami, również na zagranicznych ringach. Doskonale pamiętam, że największa adrenalina towarzyszyła pojedynkom w USA” – podsumował.
W głównej walce w Dzierżoniowie inny bokser promowany przez Mariusza Grabowskiego Robert Parzęczewski spotka się z Andrzejem Sołdrą, a stawką będzie pas mistrza kraju w wadze półciężkiej.

źródło: onet.pl