Środowisko bokserskie zepsute

Środowisko bokserskie zepsute

Mariusz Grabowski ma wiele przemyśleń na temat polskiego środowiska bokserskiego po gali Polsat Boxing Night 7. Szef Tymex Boxing Promotion otwarcie i bez hamulców opowiedział o tym, co mu się nie podoba w poczynaniach konkurencji, ale nie tylko. Zapraszamy do lektury.
Krystian Sander/Boxing.pl: Zacznę trochę humorystycznie. Pan Andrzej Wasilewski w sobotę nieco podśmiewał się na Twitterze, że podczas jednej konferencji prasowej potrafi się pan pokazać w kilku marynarkach. Skąd taka taktyka? (śmiech)
Mariusz Grabowski: Jak ktoś ma dużo marynarek, to je zmienia. Jak ktoś ma jedną, to w jednej chodzi i nie będzie zmieniał, bo nie ma na co. Ja mam ich wiele, mogę zmieniać nie tylko co pięć minut, ale i co dwie minuty, myślę że by ich wystarczyło. To jest śmieszne. Poziom niektórych ludzi, którzy mienią się nie wiadomo kim, jest żenujący. Ja na pewno bym się nie pokazał w pomiętej koszuli, jak niektórzy.
Na linii Tymex Boxing Promotion – Sferis KnockOut Promotions jest ostatnio gorąco…
O te uszczypliwości trzeba zapytać pana Wasilewskiego, a nie mnie. Mi pan Andrzej ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi. To, co ten pan wyprawia, to jest żenada. To, co ja słyszę na swój temat, a co wychodzi z jego ust, to jest karygodne. Jeżeli mamy na siebie mówić, to dobrze, zacznijmy. Co robi pan Wasilewski, co robi pan Grabowski. Ja z tym nie mam problemu, mi nic nie zaszkodzi, a temu panu tak. Czasami trzeba się ugryźć w język i zobaczyć, co się mówi, co się robi i jak się wygląda.
Ja panu Wasilewskiemu powiedziałem, co o tym sądzę, przy jego ochroniarzach. Nikt mnie nie zastraszy i nie wyeliminuje. Jeśli ja będę chciał coś robić, to będę to robił. Pan Wasilewski nie ma już pomysłu na swoich zawodników. Kiedyś przywiozło się Węgra, przywiozło się Czecha, było elegancko. Nie było konkurencji, nie było krytyki, nie było publiki, nikt nic nie mówił. Węgier miał dobry rekord, albo przyjechał jakiś bez butów. Dziś już pan Wasilewski tego nie może zrobić. Bo jak wezmą słabego, a ja wezmę lepszego, to będzie się o nas mówić. Jak ktoś prowadzi biznes, to żeby kogoś przeskoczyć, to trzeba podnieść poprzeczkę. Konkurencja jest dobra głównie dla kibiców. A pan Wasilewski ma o sobie takie mniemanie, że on jest najlepszy.
Gala Polsat Boxing Night 7 miała łączyć, zjednać środowisko.
Jak można było nie pozwolić na walkę Głowackiego z Kalengą na przykład, a zgodzić się, wystawić takiego ogórka? Ale czyja to była decyzja? Pana Wasilewskiego i całego sztabu. Żeby asekuracyjnie przejść przez galę. Ktoś zapłacił za rywali, cieszymy się, bo nasi zawodnicy walczą. To samo z Sulęckim. Ja bardzo szanuję tego chłopaka, ma potencjał. Jak można było mu dać takiego ogórka? To tak, jakby zespół z Ekstraklasy grał z IV ligą i się cieszył, że zwyciężył 6:0. To jest karygodne.
Niech pan zobaczy, z kim walczyli nasi rywale. Brodnicka – Obenauf – ja jestem wyrozumiałym człowiekiem. Byłem wdzięczny za otrzymaną szansę, nie chciałem nikomu robić pod górkę. Zgodziłem się na tak mocne zastępstwo, nawet kosztem tego, że Brodnicka mogła to przegrać. Mówili, że Brodnicka może przegrać?
Mówili.
I pan Grabowski nie podchodził do tego, że „o, za mocna, nie bierzemy tej walki”. Ale mam szacunek do Mateusza Borka i chciałem pomóc. Dlatego poniosłem ryzyko. Niektórzy ludzie, którzy mienili się kolegami Mateusza Borka, na pewno by tego nie zrobili. Czy ja wybierałem rywala dla Wierzbickiego? Nie. A to była walka 50 na 50. Rywale Głowackiego i Sulęckiego to była kpina. Altunkaya to za mało dla Balskiego. Albo ten Argentyńczyk…
Obenauf była w treningu, nawet chciała się bić z Brodnicką tydzień później. Na zastępstwo dla Głowackiego też można było wziąć kogoś lepszego. Jeden Altunkaya po świecie chodzi? Ale to by już było za duże ryzyko. Zrobić coś za czyjeś pieniądze i udawać, że jest fajnie. To całe środowisko to jest banda szczurów i nic więcej. Jeden chce drugiego wykorzystać.
Zazgrzytało też między paniami Brodnicką i Piątkowską.
Awantura Piątkowska – Brodnicka. Jaka awantura? Z jakiej okazji Piątkowska lata na ważeniu z pontonami, kombinuje? Ona nie ma promotora? Nie ma jak się wypromować? Dlaczego się promuje na mojej zawodniczce? A potem płacz. Następny konfident pan Butowicz. On potwierdza, że on widział! A co on widział?! Konfitury to są dobre w piwnicy, żebyśmy je w zimę sobie zjedli. Promotor bokserski, wyzyskiwacz zawodników, których wysyła za granicę. I narzeka, że nie dostaje szansy. Zorganizuj chłopie galę! Płać, promuj, a nie wykorzystuj! Mi też nikt za darmo szansy nie dał. Zrób galę, zapłać, promuj, dostaniesz szansę.
Tak zdenerwowanego jeszcze pana nie słyszałem.
Jestem tak załamany, że to jest masakra. Jak patrzę na to wszystko, to brakuje mi słów. Jak patrzę na te szczury… To są ludzie bez zasad, brak mi określenia na to wszystko. Dziś Sulęcki mówi, że ma dosyć. A przecież ma największego, najlepszego promotora. Wcześniej pan Wasilewski mógł wszystko, dziś zasłania się partnerem z Ameryki, że partner może wszystko, a on nic. To jest niepoważne.
Po co jeden się ogląda na drugiego? Pan Wasilewski ostatnio mówił, że martwi się o kibiców na mojej gali w Częstochowie, bo było mało… A to w Poznaniu i Wrocławiu pan się nie martwi, gdzie na mistrza Włodarczyka przychodzi po 600 osób?! O Częstochowę się pan martwi, gdzie było 2500 osób? O sobie się jednak nie mówi. Środowisko jest tak zepsute, tak zaszczute… Powiem krótko: szczury i nic więcej. Niektórym oczy się świeciły, że nie wszystko jest tak, jak chce Mateusz Borek. Widziałem te szydercze uśmiechy. Obserwowali, nie chcieli pomóc. Trzeba wiedzieć, kto jest szczery, na kogo można liczyć, komu ufać.

źródło: Boxing.pl