Balski mógłby wygrać z Włodarczykiem

Balski mógłby wygrać z Włodarczykiem

Zapraszamy do lektury wywiadu z Mariuszem Grabowskim. Jest to pierwsza część rozmowy z szefem Tymex Boxing Promotion. Głównym tematem tej części wywiadu jest przyszłość, rozwój i sytuacja Adama Balskiego (11-0, 8 KO), jednego z najlepiej rokujących polskich bokserów.

Krystian Sander/Boxing.pl: Adam Balski to jeden z najlepiej rokujących pięściarzy w Polsce. Wydaje się, że może on być główną postacią pana grupy na lata. Jak pan chce pokierować karierą tego pięściarza, by Adam mógł się dalej rozwijać i za dwa lata być dużą postacią wagi cruiser?

Mariusz Grabowski: Ja bym tutaj tak nie gloryfikował. Zaboksował Adam w Częstochowie jak zaboksował. Złamana szczęka, teraz z pół roku rehabilitacji. Był plan wyjazdu na Florydę, ale teraz musimy się wstrzymać. Adam może wrócić za pół roku, a może dopiero za dziewięć miesięcy. A co do przyszłości, to spokojnie. Nie ma co kogoś przedwcześnie wynosić na piedestał.

W rozmowie z Super Expressem Adam Balski powiedział: „Jedni mówią to, drudzy tamto i sam już nie wiem, co mnie czeka. Jeśli będzie trzeba wrócić do pracy, to nie będę miał z tym problemu”. Jest jakiś problem na linii pięściarz – promotor?

Nie, nie ma żadnego problemu. Wielokrotnie powtarzałem – praca nikomu nie zaszkodzi. Na tym poziomie każdy może pracować. W polskim boksie za wiele pieniędzy nie ma. A jeśli będzie potrzeba, to ja lub Mateusz Borek, czy ktoś inny zawsze Adamowi pomoże. Balski teraz nie wie za bardzo kogo ma słuchać. Za dużo doradców, trochę go to wszystko przerasta. Ma teraz czas, żeby wszystko przemyśleć. Musi się wyleczyć.

Pojawili się jacyś doradcy?

Adamowi za dużo osób miesza w głowie. Musi obrać jakiś kierunek i się go trzymać, nie słuchać kto i co mu podpowiada. Swoją drogą czasami pięściarze mogliby okazać szacunek dla sponsora czy partnera za pomoc, jaką otrzymują. Tego jednak nie ma, a słucha się podszeptywania doradców. Ja zawsze to mówię – ja mogę zawodnikowi pomóc, ale ten zawodnik musi też coś dać w drugą stronę. Jeżeli tak nie będzie, to nie będziemy się dobrze rozumieć.

Słyszał pan o jakichś próbach podebrania panu Adama Balskiego? Nawiązuję tutaj do pana słów o tym mieszaniu w głowie.

Tak, kilka osób mi o tym mówiło. Ale to gadanie, szeptanie nikomu niczego nie da. Jeżeli coś zawodnik podpisuje, to musimy tego przestrzegać. Tak jak choćby było z Nikodemem Jeżewskim. Ja nikogo do niczego nie zmusiłem, ale kontraktu trzeba przestrzegać. Ja często macham ręką, gdy zawodnik nie realizuje wszystkich założeń umowy, jaką podpisał, ale jednak są pewne granice. Ja nic nie muszę, ja daję możliwości.

Ale zobaczmy jak to się zmienia. Miała być Floryda z Gusem Currenem, rozwój, wizja, plan, a wszystko trafia do zamrażarki na pół roku lub dłużej. Po chwili Adam mówi, że jeżeli będzie musiał wrócić do pracy, to wróci, nie ma problemu. Dodaje, że nie wie, co go dalej czeka i wydaje się być w jakimś sensie tym wszystkim mocno rozczarowany. Narzeka.

Nikomu praca nie zaszkodzi. Ja organizując galę też pracuję, choć mam inne zajęcia. Jeżeli Adam będzie budził zainteresowanie, jeżeli będzie wygrywał, przeskakiwał kolejne szczebelki, to będzie wszystko dobrze. Nikt nie mówi, że on nie pojedzie na Florydę trenować z Gusem. Adam ma teraz złamaną szczękę, co ja mam na to poradzić?

Wielu pięściarzy w tym kraju pobierało co miesiąc pensję od promotora. Byli w jakimś sensie zabezpieczeni finansowo na czarną godzinę, która wybiła ostatnio Adamowi Balskiemu. Może o to chodzi?

Są promotorzy, którzy niektórym płacą pensję. Ale u tych promotorów bokser nie ma możliwości reklamowania na spodenkach czy ciele dowolnych firm. Nie zarabia na reklamach, zabiera te wpływy promotor i też z tych pieniędzy wypłaca pensję. Ja za reklamy, które pięściarz wnosi ze sobą na ring, nie pobieram od bokserów ani grosza. Oni to sobie załatwiają, mają wolną rękę i to się składa też na ich miesięczne gaże. Dlatego podkreślam, że szacunek dla każdego sponsora, partnera się należy i bokser musi o tym pamiętać. Ja organizuję walkę, daję telewizję, konferencję, robię promocję i płacę gaże. A ten zawodnik od jednego sponsora ma co miesiąc tysiąc złotych, od innego ma dwa tysiące, od innego trzy tysiące. I ja z tego nic nie mam.

Więc skąd te deklaracje, że nie wiadomo co dalej, że będzie trzeba być może wrócić do pracy? Brzmi to tak, jak gdyby Adam za chwilę musiał się poważnie martwić o stan konta.

No ja się temu dziwię. Każdy może mówić to, co chce. Ja daję możliwości, ale co mam w tej sytuacji zrobić? Ja załatwiłem jednego sponsora, drugiego sobie załatwił Adam i ma co miesiąc pieniądze. Adam ma też menedżera, on też się musi paroma rzeczami zająć. Co ma promotor do tego, że Adam Balski złamał szczękę? Powiedziałem Adamowi, że jak będzie czegoś potrzebował, to niech wali śmiało. A potem widzę, że Adam nie wie nic i nie wie, co dalej.

Słucha nie tych osób, których powinien słuchać?

No być może tak. Może ktoś wyczuł, że na tym chłopaku może zarobić? Przecież ktoś przed chwilą zapłacił za obóz Adama w Łomnicy. Balski jadł, trenował i spał tak samo jak Tomasz Adamek. Wszystko to samo. I skąd teraz takie narzekanie? Wielu ludzi już szuka wrażeń i widzi, że być może coś dla siebie zgarną.

Ostatnie pytanie, czysto sportowe. Mamy w wadze cruiser Krzysztofa Głowackiego, mamy Krzysztofa Włodarczyka, Mateusza Masternaka, Michała Cieślaka. Gdzie w tej stawce umieściłby pan Adama Balskiego?

Z „Diablo” Adam może boksować już dziś i wygrać. Głowacki i Masternak na dziś raczej poza zasięgiem Balskiego. Jeśli chodzi o Cieślaka, to nie sądzę, by on wrócił do junior ciężkiej. Głowacki, Masternak, Balski – tak to widzę.

Rozmawiał: Krystian Sander/Boxing.pl